piątek, 2 listopada 2012

bliskie spotkania z kurczakiem

To chyba najpopularniejsze mięsko spożywane w Polsce. Kurczak, poczciwy dziobiący ziarenka z ziemi (ten akurat należy do tych szczęśliwych), gorzej mają te, które są hodowane w tych okropnych klatkach na akord brrrrrrrrrrr.

Ale co z tym kurczakiem?
Ach robi się go bardzo szybko. Pierś z kurczaka potrzebuje około 15 minut by być miękkim kąskiem, te z kośćmi do 30 minut oczywiście robiony na patelni. I wszystko również zależy od grubości takiego kąska. Póki nie mam w domu piekarnika muszę radzić sobie tym co mam, czyli patelnia o imieniu Briżit.
Klasyczny kotlecik, usmażony na patelni? A może duszony z jakimiś warzywami? Tu pozostawiam sobie pole do popisu, jeśli chodzi o dobór składników. Najczęściej cebulka, pieczarki i zioła ( tzw. klucz do smaku).

Więc co na późny obiad kobieto? Bo głodna jestem! - sierściuch również czeka z niecierpliwością co ja baba jaga dziś będę motać, a co on ukradkiem wysępi swoimi oczyskami. A dziś pierś z kurczaka. Duszona cebulka, przecier pomidorowy, i przyprawy.

składniki:
- pierś z kurczaka (najlepiej ta z wolnego wybiegu), ilość i waga zależy od głodnego
- 2 cebule średniej wielkości
- puszka mała koncentratu/przecieru pomidorowego
- mały jogurt naturalny
- ryż
- oliwa z oliwek/olej/olej z pestek winogron (no przecież mięsko nie może przywrzeć do patelni).
- przyprawy: zioła prowansalskie, majeranek, gałka muszkatałowa, mieszanka przypraw Shoarma, pieprz ziołowy.

No to do roboty
Cebulę obieram i kroję ją w półksiężyce, nie za grubo. I siup na patelnię na rozgrzany tłuszcz, na mały ogień. Ma się dusić a nie smażyć.
Pierś kroję w kostkę, tu uważam dowolna wielkość, czyli kto co lubi. Oho Cezar nie omieszkał skrócić dystans, niestety (dla niego) wylądował z powrotem miękko na podłogę, taki mój osobisty pomagier. I dodaje pokrojone mięsko już do lekko uduszonej cebuli. Kurczak ma w sobie sporo wody, niestety nie wiem dlaczego, ale to pozwala używać mniejszej ilości tłuszczu. Czas na przyprawy! Oj tu lubię sypnąć. Czasem mi się ręka mocniej zatrzęsie co do ostrego, uważam by tego za często nie stosować. Wiadomo po pewnym czasie może się to znudzić, wciąż na ostro. Mieszam na tej patelni, aby składniki połączył się z ziołami i dusze dalej, Gdy pierś dochodzi do momentu, że już ma dość, dolewam/dodaję przecier pomidorowy i mały jogurt naturalny. Znowu mieszam, ale już nie przykrywam takie 3 minuty dla dwóch ostatnich składników. Również po to by woda mogła wyparować, jeśli jest jej nadmiar, przekręcam kurek na kuchni aby był mocniejszy płomień.

Co do ryżu, tu niespecjalistką nie jestem, wychodzi mi albo niedogotowany albo rozgotowany. W tym pomaga mi obecny współlokator, i chwała mu za to. Dzięki temu nie zaliczę dziś porażki.

Na ryż kładę miksturkę z patelni. Czasem jak mam świeże liście ziół na samą górę kopczyka układam dla ozdoby, którą można oczywiście zjeść.
Przykro mi znów nie mam uwieńczonego efektu końcowego....,bo głodna byłam.
Obiad gotowy w 20 minut. Można? Można!
To co smacznego

Porażki? Żadnej! Chyba, że robiłabym ryż, ale tym razem nie robiłam :)

Czy ktoś z was próbował własnie takie proste połączenie?
Co byście jeszcze dodali?

Co do samego kurczaka, to będzie się on przewijał niejednokrotnie, bo go uwielbiam.


piątek, 26 października 2012

Nie każdy pieróg piękny jak go malują

Może na początku coś o mnie byście wiedzieli skąd, dokąd i dlaczego.
Otóż wśród znajomych bliższych i tych dalszych, których wciąż namawiam do pozostawiania śladów swojej bytności i dzieł na właśnie takich o to skromnych stronach blogów. Jedni piszą, drudzy malują, inny fotografują, a jeszcze inny spisują to co z  majsterkują. I oto jedna z tych osób w końcu namówiła i mnie bym zapisywała swoje sukcesy jak i porażki kulinarne. "Kobieto gotujesz, czas najwyższy byś i ty swoją przygodę opisała". i tyle o mnie.

Pewnie pomyślicie...-  łłłłe kobieta, nic nowego nie wymyśli. Blogów o gotowaniu jest trochę i ciut ciut....ale....i tu mam właśnie ale. Szukam tych przepisów i próbuje tylko na żadnym z takich blogów nie wyczytałam, żeby się komuś nie udało. Wszystkie potrawy twórcom wychodzą. Zdjęcia wyglądają apetycznie, że przez samo patrzenie człowiek robi się głodny i obślinia swój monitor oraz klawiaturę. Przypuszczam, że pewnie pięknie pachnie tak jak wygląda na zdjęciu X.
A ja tu chce pokazać, że sztuka gotowania to wcale nie taka łatwa czynność. Aby pachniało, smakowało i wyglądało, trzeba niejeden posiłek zepsuć by dojść w czymś do perfekcji, by najbliżsi w końcu oniemieli z wrażenia. By szukali słów, ale one wtedy są nie potrzebne, gdyż wszystko można wyczytać z twarzy takiego zjadacza sztuki kulinarnej.

Aby nie marnować czasu na długie opowieści, zacznę od razu. Na początek dość pospolite dla niejednej Pani Domu Pierogi zwane ruskimi, wcześniej pierogi ziemniaczane. Dla ciekawskich na Ukrainie mówią na nie Pierogi Polskie. Niejednokrotnie pomagałam przy robieniu tego posiłku i zawsze będzie mi się kojarzyło z dzieciństwem i świętami, a to ugniatałam, a to lepiłam, a to pilnowałam by do garnka się nie przywarły.
Bardzo długo zachodziłam w myślach a może teraz, nie bo co wywalę jak nie wyjdą, nie bo spalę kuchnię, i inne niebo....
Myślę sobie pora skończyć z dumaniem i myśleniem a co jak mi nie wyjdzie? W końcu to mój pierwszy raz sam na sam z pierogami. Znalazłam przepis na jednym z blogów. Dostałam również kartkę zapisaną z podobnym przepisem od nie mojej mamy. która leżała tak przeszło od 5 miesięcy miedzy karkami notesu. To co? Do dzieła!

 składniki na ciasto:
1kg mąki pszennej
1 szklanka ciepłej wody
1 jajko
1 łyżeczka masła - to akurat sierściuch zjadł


składniki na farsz:
ser biały
cebula
ziemniaki - zabrakło, mi ich w kuchni będą następnym razem.


Przepisy brzmiały jasno w jednym było dodać łyżeczkę masła w jednym było bez masła, co więcej miałam ową łyżeczkę masła ale zniknęła, bo kot ją wylizał...na zdrowie, i w końcu jej nie dodałam.

Gdzieś mi przez pamięć przemknął obraz, że na początku ciasto robi się nożem. Dodając składniki tniemy mąkę i tak też zrobiłam. Potem zaczęłam wyrabiać ciasto, fiu fiu darmowa siłownia nie powiem, ale zaczęło mi coś nie grać. O ile pamiętam ciasto wyrabia się szybko i powinno być również miękkie by dobrze się rozwałkowywało. A tu psikus całą godzinę molestowałam te ciasto i tak ono wygrało tę walkę. Czuję to obecnie w mięśniach brzucha i ramionach. Było twarde!! Dlaczego?? zastanawiam się cały czas. Jakoś je rozwałkowałam, klasycznie szklanką wycięłam krążki i wsadzałam farsz.

Poszukałam w pamięci kolejny obraz. Aby lepiej się sklejało ciasto, brzegi można pomoczyć wodą lub białkiem jajka. Szczęśliwie sklejały się bez zarzutów, wyszły mi ładnie wyglądające poduszeczki pierogowe. No i do garnka hop z tymi pysznościami - oszukiwałam się w myślach. I tu również sukces, nie rozkleiły się, nie rozpadły, wyglądały dokładnie tak jak je wsadziłam. Ale coś mimo wszystko spaprałam w tym cieście. Dlaczego wyszło mi twarde? Mimo iż robiłam krok po kroku jak w przepisie. No cóż poddawać się nie zamierzam, ale hmmm trochę mięśnie mnie bolą od wałkowania ciasta, niestety masażysty brak.

Mój pierwszy raz można powiedzieć 1 porażka i 2 sukcesy:
Porażka - ciasto
Sukces - 1. ładnie wyglądało
               2. nie rozpadło w czasie gotowania.

A czy smakowało? To już nie do mnie te pytania.

Was czytający te zapiski mogę prosić o jedno podsuńcie mi wskazówkę co zmienić i w którym momencie.

A do gotowania jak zawsze dobra muzyka.